wtorek, 21 marca 2017

Zgrupowanie w Chorwacji. Dlaczego trzeba tam pojechać?

W sobotę maratonem w Górznie k. Brodnicy rozpoczynamy starty w sezonie 2017. Można więc podsumowywać okres przygotowawczy, który w tym roku miał zdecydowanie inny przebieg niż dotąd - na początku lutego szlifowaliśmy formę na zgrupowaniu w Chorwacji.

Chorwacja? A nie Hiszpania albo Włochy? I dlaczego na początku lutego?
Pomysł na zgrupowanie w Chorwacji zrodził się we wrześniu, w wieczór przed Skandią w Dąbrowie Górniczej. Wtedy była to tylko luźna myśl, ale już cztery miesiące później, 3 lutego, siedzieliśmy w samochodzie zmierzającym na Ciovo. Po kilkunastu godzinach byliśmy już na miejscu i realizowaliśmy pierwszy trening.

Chcesz być na bieżąco z naszymi wynikami, opiniami i testami? Polub nasz fanpage!    

Turystycznie w Chorwacji byliśmy w czasach, gdy na koncie całej naszej czwórki przejechany był łącznie jeden maraton, a wyjazd za granicę na rower i to jeszcze w lutym wydawał się mało prawdopodobny. Wtedy Chorwacja, pełna turystów i kamienistych plaż, nie zachwyciła. Do tego stopnia, że ponowny przyjazd do niej nie wchodził grę. Jako miejsce zgrupowania wypadła jednak bardzo korzystnie, a rower pozwolił poznać ją z nieco innej, dużo korzystniejszej, strony.



W styczniu i lutym większość kolarzy jeździ do Calpe.Dochodzi nawet do tego, że w Calpe przypadkiem spotyka się znajomych z innych części kraju. W Chorwacji tego nie doświadczycie. Oczywiście, trenujących kolarzy spotykało się regularnie, ale tłoku nie było. Wyjazd do Dalmacji jest też zdecydowanie korzystniejszą opcją, jeśli chcecie wybrać się tak jak my samochodem - jest bliżej, a co za tym idzie - szybciej i taniej.

Dlaczego akurat taki termin? Przede wszystkim zgrywał się on z feriami w szkole Gosi, a także końcówką sesji na studiach Sebastiana. Początek lutego jest już też czasem, kiedy w Chorwacji termometry regularnie wskazują 15 stopni Celsjusza.  Na siedem dni tylko raz deszcz uniemożliwił nam wyjazd i trzeba było skorzystać z trenażera. W pozostałych przypadkach jeśli już padało, to tylko przez chwilę. W tym czasie w Bydgoszczy zima ostatni raz dała się we znaki, a gdy wróciliśmy akurat odeszła w zapomnienie.

Chorwaci, jak to na Bałkanach, kierują dosyć... żywiołowo. Trzeba przyzwyczaić się do wyprzedzania na centymetry, wszechobecnego trąbienia oraz znaków drogowych, które kierowcy często traktują nie jako wytyczne, a sugestie. Przez kilka dni można się jednak oswoić z taką kulturą jazdy. Znacznie trudniej przyzwyczaić się do cen, jakie są w sklepach - niezależnie, czy w popularnych marketach, czy osiedlowych sklepikach. Jest zdecydowanie drożej niż w Polsce, więc w cały asortyment jedzeniowy, zwłaszcza ten wyspecjalizowany pod trening, warto zaopatrzyć się przed wyjazdem.

W czasie zgrupowania korzystaliśmy tylko z rowerów szosowych - Amiry, dwóch Tarmaców i Alleza, czyli produktów marki Specialized.

Z wyspy nad morze. A potem w góry
Naszą bazą był Okrug Gornji na Ciovo w Dalmacji. Wyspa jest połączona mostem z Trogirem, jedną z najbardziej znanych miejscowości turystycznych w Chorwacji. Przyjeżdżając tu w lutym, nie powiedzielibyście jednak, że latem jest tłoczno. Wystarczy powiedzieć, że w sklepie z pamiątkami byliśmy pierwszymi klientami w tym roku. A ten sklep był jedynym otwartym.

Chorwacja różni się od Bydgoszczy oczywiście nie tylko pogodą. Przede wszystkim nie występuje tam taki problem, że wyjedziecie na 100 km i zrobicie w tym czasie 100 m przewyższenia. Pierwszy fajny podjazd czekał już po kilku kilometrach jazdy na wyjeździe z Trogiru. Ponad 4 km pod górę, średnio ok. 5%  - idealnie do ćwiczeń, które realizowaliśmy, jak np: minuta na stojąco i minuta w siodle albo 2 minuty spokojnie i 30 sekund na pełnej mocy. 


Po wjechaniu tego podjazdu można udać się w prawo, w kierunku Splitu, do którego poprowadzi was podobny zjazd przez Prgomet (momentami nieco bardziej stromy, ale za to z dwoma wypłaszczeniami) lub też pojechać w lewo, przez miejscowość Sapina Doca, gdzie traficie na wymagający interwałowy odcinek, z kilkoma stromymi wzniesieniami.

Warto wybrać się też z Trogiru, przez Marinę i malowniczy Primosten do Szybenika, co złoży się na ok. 70 km. Dobrej jakości asfalt poprowadzi was malowniczą trasą wzdłuż wybrzeża, ale - tak jak wszędzie w tym regionie - prostych nie uświadczycie. Będzie albo w górę albo w dół, a widok łączący morze z górami prezentuje się fantastycznie. 

7 dni treningowych, 30 godzin jazdy, ponad 700 przejechanych kilometrów i ponad 9000 metrów podjechanych - czy takie zgrupowanie okaże się wystarczające, aby poprawić wyniki w nadchodzącym sezonie? Tego dopiero się dowiemy. Na pewno okazało się wystarczające, abyśmy chcieli tam wrócić. Chorwacjo, widzimy się za rok!

Rozkład jazdy
4 lutego - 64 km, 3h, 856 m przewyższenia;
5 lutego - 127 km, 5:28, 2211 m przewyższenia
6 lutego - 60 km, 2h (trenażer)
7 lutego - 131 km, 5:14, 1853 m przewyższenia
8 lutego - 119 km, 4:33, 1631 m przewyższenia
9 lutego - 124 km, 5:05, 1302 m przewyższenia
10 lutego - 106 km, 4:23, 1700 m przewyższenia

Ranking (w skali 1-6)

Szok termiczny po powrocie - ⭐⭐⭐⭐ - Wyjeżdżając z Chorwacji, wsiedliśmy do samochodu przy temperaturze 15 stopni Celsjusza. Wysiedliśmy w Bydgoszczy przy -10 stopniach. W czasie zgrupowania co prawda czasami padało, ale w Polsce o takiej pogodzie można było pomarzyć.

Podjazdy i zjazdy - ⭐⭐⭐⭐⭐- każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Dłuższe, ale niezbyt wymagające? Były. Krótkie, ale piekielnie strome? Też. Długie odcinki prowadzące raz w górę, raz w dół? A jakże!

Ceny - ⭐⭐ - Warto zaopatrzyć się w jedzenie przed wyjazdem. Dwie gwiazdki, a nie jedna, tylko dlatego, że ceny coli albo słodyczy skutecznie zniechęcały do zakupu tych niezbyt kolarskich przysmaków.

Malowniczość tras - ⭐⭐⭐⭐⭐ - Połączenie morza z górami robiło wrażenie. I choć większość chorwackich miejscowości jest do siebie bliźniaczo podobna, a Chorwaci nie są przykładem dbania o czystość na ulicach, to było na czym zawiesić oko w czasie jazdy.

Jazda na trenażerze - ⭐⭐⭐⭐⭐ - wiadomo, że nie jedzie się prawie 1500 km po to, aby trenować na trenażerze. Ale ten widok z tarasu na morze... Nawet gdyby przez cały tydzień świeciło słońce, to i tak rozstawilibyśmy trenażer, żeby godzinkę pokręcić z takim widokiem.